WIEDZA WIEDZM I WIEDZMINÓW LE HIS * LEE HISS

80 lat konopii nielegalnej

2 sierpnia 1937 roku konopie zostały wyte spod federalnego prawa Stanów Zjednoczonych 
Na całym świecie coraz więcej osób zadaje sobie pytanie: Dlaczego mari-huana jest zakazana? Dlaczego ludzie wciąż trafiają do więzienia za jej używanie lub sprzedaż.

Większość z nas zakłada, że to dlatego, że ktoś – kiedyś – gdzieś usiadł z dowodami naukowymi na podorędziu i ustalił się, że marihuana jest bardziej szkodliwa niż inne narkotyki, których cały czas używamy, takie jak alkohol i papierosy.

Ktoś opracował to wszystko, działając w naszym najlepszym interesie.

Kiedy jednak zacząłem przedzierać przez oficjalnych archiwa w ramach badań do mojej książki Chasing The Scream: The First and Last Days of the War on Drugs – chcąc dowiedzieć się, dlaczego marihuana została zakazana już w 1930 roku – odkryłem, że bynajmniej nie tak to wyglądało.

Ani trochę.

W 1929 roku niejaki Harry Anslinger objął stanowisko szefa Departamentu Prohibicji w Waszyngtonie. Ale prohibicja alkoholowa okazała się katastrofą. Gangsterzy zawładnęli całymi dzielnicami. Alkohol – kontrolowany przez przestępców – stał się jeszcze bardziej trujący.

Prohibicja alkoholowa została zatem zakończona, a Harry Anslinger się bał. Okazało się, że stoi za sterami ogromnego rządowego departamentu, który nie ma czym się zajmować. Do tego czasu twierdził, że marihuana nie jest problemem. Nie szkodzi ona ludziom, wyjaśniał, tudzież “nie ma bardziej absurdalnego błędnego przekonania” od pomysłu, że powoduje ona u ludzi skłonność do przemocy.

Ale wówczas – nagle, gdy jego wydział na gwałt potrzebował nowego celu – ogłosił, że zmienił zdanie.

Wyjaśnił społeczeństwu co stałoby się z kimś, kto zapaliłby marihuanę.

Po pierwsze, wpadlibyście w “deliryczny szał.” Następnie zostalibyście usidleni przez “marzenia… o erotycznym charakterze”. Wówczas “straci-libyście władzę wiązania ze sobą myśli.” W końcu dojdziecie do nieuchronnego punktu końcowego : “Niepoczytalność.”

Marihuana zamienia człowieka w dzikie zwierzę. Jeśli marihuana wpadłaby na schodach na potwora Frankensteina, ostrzegał Anslinger, potwór padłby trupem z przerażenia.

Harry Anslinger dał się w szczególności pochłonąć obsesji na temat jednego przypadku. Na Florydzie chłopiec imieniem Victor Lacata zarąbał swoją rodzinę na śmierć siekierą. Anslinger wyjaśnił Ameryce To właśnie dzieje się, gdy palisz “chwast demona.” Przypadek został nagłośniony. Rodzice w całym USA byli przerażeni.

Jakie dowody posiadał Harry Anslinger? Okazuje się, że w tym czasie napisał w tej sprawie do 30 czołowych naukowców, pytając, czy marihuana jest niebezpieczna, a jeśli tak, to czy powinno zostać zakazana.

Dwudziestu dziewięciu odpisało: nie.

Anslinger odniósł się jednak do opinii jednego naukowca, który powiedział tak, i przedstawił ją światu. Prasa – zafascynowana siekierą Victorą Lacaty – przyjęła ją owacyjnie.

W panice, która ogarnęła Amerykę, marihuana została zakazana. USA powiedziało innym krajom, że muszą zrobić to samo. Wiele krajów zdecydowało, że to głupi pomysł i nie chciało tego zrobić. Na przykład Meksyk postanowił, że ich polityka narkotykowa powinna być prowadzona przez lekarzy. Opinia lekarzy głosiła, że marihuana nie powoduje takich problemów, w związku z czym nie chcieli jej zakazać. Stany były wściekłe. Anslinger nakazał Meksykanom zastosować się do jego wytycznych. Meksykanie opierali się – do czasu, gdy USA odcięły dopływ wszystkich legalnych środków przeciwbólowych do Meksyku. Ludzie w szpitalach zaczęli zaczęli umierać w męczarniach. Tak więc, z żalem, Meksyk zignorował opinie lekarzy – i otworzył własny front wojny z narkotykami.

Ale w domu wciąż zadawano pytania. Czołowy amerykański lekarz, Michael Ball, napisał do Harry’ego Anslingera list, w którym wyrażał zdziwienie. Wyjaśnił, że używał konopi jako student medycyny, one zaś sprawiały jedynie, że czuł senność. Wyraził przekonanie, że być może konopie mogą doprowadzać jakąś małą grupę ludzi do szaleństwa, ale stwierdzenie tego wymaga sfinansowania i przeprowadzenia stosowanych badań naukowych.

Anslinger odpisał stanowczo. “Marihuana to zło, na które trzeba reagować bez zwłoki” – wyjaśnił, a on nie zamierza finansować uprawiania żadnej niezależnej nauki. Ani teraz, ani potem.

Przez lata lekarze próbowali przedstawiać mu dowody na to, że jest w błędzie, co zwykł zbywać mówiąc im, że “stąpają po niebezpiecznym gruncie” i powinni uważać na to, co mówią.

Dziś większość świata wciąż boryka się z dotyczącymi marihuany zakazami, które wprowadził Harry Anslinger korzystając z ogólnokrajowej paniki, która nastąpiła po morderczym szale Victora Lacaty.

Ale tu tkwi haczyk. Lata później, ktoś sięgnął do archiwum i przyjrzał się dokumentacji psychiatrycznej Victora Lacaty.

Okazuje się, że nie ma dowodów, że kiedykolwiek używał marihuany.

W jego rodzinie występowało wiele chorób psychicznych.. Rok przed fatalnymi zdarzeniami jego rodzicom powiedziano, że powinien zostać skierowany do specjalnej instytucji – odmówili. Jego psychiatrzy nawet nie wspomniali w związku z nim o marihuanie.

Czy zatem konopie doprowadzają ludzi do szaleństwa?

Były główny doradca rządu brytyjskiego ds. narkotyków, David Nutt, wyjaśnia, że jeśli marihuana w prosty, bezpośredni sposób powoduje psychozy, wówczas można to w prosty, bezpośredni sposób wykazać.

Gdy wzrośnie poziom używania konopi, wzrośnie liczba psychoz. A gdy używanie konopi będzie spadać, spadnie również liczba psychoz.

Czy tak się dzieje? Mamy dużo danych z wielu krajów. I okazuje się, że nie. Na przykład w Wielkiej Brytanii stosowanie konopi zwiększyła się od 1960 roku o współczynnik równy około 40. A wskaźniki występowania psychoz? Pozostają stabilne.

W rzeczywistości, dowody naukowe sugerują, że konopie są bezpieczniejsze niż alkohol. Alkohol zabija rocznie 40.000 osób w Stanach Zjednoczonych. Marihuana nie zabija nikogo, choć Willie Nelson twierdzi, że jego przyjaciel kiedyś umarł, gdy bela marihuany spadła mu na głowę.

Dlatego też w 2006 roku młody człowiek z Kolorado, Mason Tvert, rzucił wyzwanie ówczesnemu burmistrzowi Denver i przyszłemu gubernatorowi, Johnowi Hickenlooperowi. Hickenlooper posiadał sieć piwnych pubów, sprzedających alkohol na terenie całego stanu, co uczyniło go bogatym. Twierdził zarazem, że marihuana jest szkodliwa i musi pozostać zakazane. Mason wyzwał go na pojedynek. Ty przynosisz skrzynkę gorzały. Ja – paczkę jointów. Na każdą twoją kolejkę alkoholu, ja strzelam sobie bucha konopi. Zobaczymy, kto umrze pierwszy.

To był ostateczne W samo południe.

Mason kontynuował kampanię na rzecz legalizacji marihuany w swoim stanie. Jego współobywatele zdecydowali o tym liczbą 55% głosów. Teraz dorośli mogą kupić marihuanę legalnie, w autoryzowanych sklepach, gdzie jest ona opodatkowana, a pieniądze są wykorzystywane do budowy szkół. Po półtora roku od działania tego systemu w praktyce, poparcie dla legalizacji wzrosło do 69%. I nawet gubernator Hickenlooper zaczął nazywać to “zdrowym rozsądkiem”.

Aha – Kolorado jak dotąd nie stało się światowym zagłębiem przypadków osób szlachtujących swoje rodziny siekierami.

Czy to zatem nie najwyższy czas, by posłuchać nauki – i wreszcie zakopać topór Victora Lacaty?

Źródło: http://faktykonopne.pl/dlaczego-marihuana-jest-nielegalna-historyczne-powody-sa-duzo-gorsze-niz-sadzicie/


CO W TRAWIE LECZY?

Zawiera ponad 400 składników aktywnych, z czego aż 260 może mieć działanie lecznicze. Nie jest toksyczna, prawie nie sposób jej przedawkować. Zdaniem niektórych specjalistów preparaty oparte na marihuanie mogłyby zastąpić nawet jedną trzecią leków. Jest znacznie więcej powodów, dla których warto zalegalizować marihuanę.


Co w trawie leczy?  Co w trawie leczy?
Zawarta w konopiach THC delta-9 zabija komórki glejaka i zmniejsza ciśnienie wewnątrzgałkowe

To nie panaceum na wszystkie choroby, ale bardzo skuteczny lek, suplement diety łagodzący objawy i wspomagający terapię wielu chorób – mówi mgr Eliza Walczak, socjolog i prezes fundacji Zjednoczone Eksperymenty Społecznej Tolerancji (ZEST). Opierając się na doświadczeniach z Kalifornii i Izraela, od 2010 r. zabiega o legalizację leczniczej marihuany w Polsce w ramach projektu „Feniks”. Inicjatywę poparli m.in. prof. Jerzy Vetulani i były minister zdrowia dr Marek Balicki.

CZYTAJ TAKŻE: O tym, dlaczego warto stosować cannabis w leczeniu opowiada Mike Corral z fundacji ZEST, zajmujący się tą terapią od 30 lat i pracujący nad wprowadzeniem jej do Polski w ramach projektu Fenix.

„Polscy pacjenci uprawiają marihuanę po kryjomu, żyją w lęku, nie mając możliwości skonsultowania się z lekarzem. Na razie możemy ich odsyłać do badań naukowych dotyczących medycznego zastosowania cannabis, kontaktować ze sobą, by mogli wymieniać doświadczenia i wspierać się nawzajem, np. na naszym portalu www.medicine-cannabis.eu” – mówi mgr Walczak. Fundacja ZEST chce doprowadzić do powstania zamkniętego systemu upraw i dystrybucji, dostosowanego do potrzeb chorych i ich opiekunów. Kluczową kwestią jest tu jednak oddzielenie aspektów medycznych od polityki antynarkotykowej, wymierzonej przeciwko nadużyciom i czarnemu rynkowi marihuany. Czy nasze władze zdecydują się na ten krok?

Sprawa Buszki

W 1964 roku dr Raphael Mechoulam z Uniwersytetu w Tel Awiwie wyizolował z konopi substancję psychoaktywną THC delta-9. Badania potwierdziły, że substancja ta zabija komórki glejaka (nowotworu mózgu) i zmniejsza ciśnienie wewnątrzgałkowe, co pomaga przy leczeniu jaskry. Ten ostatni przypadek był zresztą przyczyną komicznej sytuacji. W 1978 roku niejaki Robert Randall został aresztowany za używanie marihuany. Ponieważ udowodnił, że była mu potrzebna do leczenia jaskry, sąd nakazał rządowi USA rozpoczęcie uprawy cannabis i dostarczania Randallowi 300 skrętów miesięcznie. Wkrótce programem zostało objętych 13 innych osób, 7 korzysta z niego do dziś. Produkcja i sprzedaż leków z konopi jest jednak wciąż zabroniona w większości krajów świata (w tym w Polsce), mimo że byłyby tanie i skuteczne.

Jednym z nielicznych wyjątków są Czechy. To właśnie od leków zaczęła się tam „konopna rewolucja”, a jej ikoną stała się 45-letnia pani. „W 2008 roku Libusza (Buszka) Bryndova została postawiona przed sądem za uprawę konopi. Wytwarzała z nich maść leczniczą na zwyrodnienie stawów dla siebie i znajomych” – mówi Jakub Gajewski ze stowarzyszenia Wolne Konopie, wspieranego przez 25 tys. sympatyków. „Robiła to za darmo, tak jak zielarze setki lat temu. Maść pomagała także na inne schorzenia: łuszczycę, migreny i reumatyzm. Kiedy Buszka została oskarżona, mnóstwo ludzi stanęło w jej obronie”.

Gajewski podkreśla, że walkę o legalizację konopi w Czechach rozpoczęli nie młodzi ludzie, jak w Polsce, ale właśnie 50-latkowie. „Może dlatego sprawę potraktowano tam poważniej?” – zastanawia się. Faktem jest, ze aż siedem tysięcy czeskich lekarzy podpisało się pod petycja z zadaniem dopuszczenia leków z konopi.

Od początku 2012 roku Czesi mogą legalnie kupować je w aptekach. Rzecznik Wolnych Konopi zapewnia, ze wprojekcie ustawy przygotowanej przez jego stowarzyszenie jednym z głównych punktów jest również zalegalizowanie leków zcannabis. Jednak główny nacisk Gajewski kładzie na zmiany wprawie, które zdjęłyby odium „przestępcy” z tysięcy ludzi, skazanych za to, ze mieli przy sobie gram suszonych konopi.

Pierwsze badania nad wpływem konopi na zdrowie ludzi zostały przeprowadzone w 1895 roku na zlecenie rządu brytyjskiego. Od tamtej pory zrobiono ich dziesiątki. Nie stwierdzono, by zażywanie cannabis prowadziło do fizycznego uzależnienia jak wprzypadku „twardych” narkotyków. Śmiertelna dawka tej rośliny to aż 1/3 masy ludzkiego ciała – 50 razy więcej niż wprzypadku alkoholu. Konopie mogą jednak uzależniać psychicznie jak inne używki, np. czekolada czy kawa.

2 sierpnia 1937 roku konopie zostały wyjęte spod federalnego prawa Stanów Zjednoczonych

Pierwsze stanowe ustawy zakazujące palenia marihuany, które pojawiły się w USA na początku XX wieku, były skierowane przeciw Meksykanom. Jednak wprowadzenie wtym kraju prohibicji (w 1919 roku) spowodowało wielki wzrost zapotrzebowania na „trawkę”. Szybko stała się tez elementem „kultury jazzu”, co tylko pogłębiło jej rasistowskie konotacje.

Wkrótce pojawili się ludzie, którzy postanowili to wykorzystać. W 1930 roku Harry Jacob Anslinger został pierwszym szefem Federalnego Biura ds. Narkotyków. Rekomendował go na to stanowisko Andrew Mellon, miliarder ibyły sekretarz skarbu USA. Anslinger znalazł wpływowego sojusznika. Był nim prasowy magnat William Randolph Hearst. Jego tabloidowe gazety szybko zapełniły się sensacyjnymi artykułami o Murzynach i Latynosach, którzy pod wpływem marihuany gwałcą białe kobiety i zabijają mężczyzn.

W 1935 roku uzbrojony wwycinki zbrukowców Anslinger rozpoczął przepychanie przez Kongres ustawy, całkowicie zakazującej uprawy i używania konopi. Działania te były do tego stopnia utajnione, że nawet konsultujący nowe przepisy przedstawiciel Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego (AMA), lekarz iprawnik William C. Woodward, dopiero wostatniej chwili zorientował się, że pod nazwa marihuana kryje się powszechnie stosowany przez lekarzy cannabis. Jego protesty na niewiele się zdały – 2 sierpnia 1937 roku konopie zostały wyjęte spod federalnego prawa Stanów Zjednoczonych.

Szybko okazało się, kto na tym najwięcej skorzystał – koncern chemiczny Du Pont, który w tym samym roku opatentował technologie przemysłowej produkcji papieru z pulpy drzewnej i włókien z ropy naftowej. Do tej pory 75 proc. tych produktów wytwarzano z konopi. Nowe technologie były kosztowne i zanieczyszczały środowisko, więc wyjęcie spod prawa ekologicznych roślin było koncernowi bardzo na rękę. A że bankierem Du Ponta był Andrew Mellon? Niewątpliwie delegalizacja konopi była jednym znajbardziej cynicznych przykładów wykorzystania agencji rządowej winteresie wielkiego biznesu.

W ciągu dwóch lat po zakazaniu stosowania konopi oskarżono trzy tysiące lekarzy, którzy nadal przepisywali chorym preparaty z nich zrobione. Opór stawiały też władze lokalne. Nic to nie pomogło. W latach 60. Stany Zjednoczone skłoniły do podpisania zakazu uprawy cannabis wiele innych państw.

 Z jednego hektara konopi można uzyskać od 8 do 20 ton suchego włókna do produkcji papieru w ciągu 120 dni!

Nawet uprawa konopi przemysłowych (zawierających mniej niż 0,2 proc. substancji psychoaktywnych) została objęta takimi restrykcjami, że przestała się rolnikom opłacać. Rozpoczęta w 1973 roku przez prezydenta Nixona „wojna z narkotykami” jeszcze bardziej zaostrzyła kary za uprawę i sprzedaż konopi: w Ohio można było dostać za to nawet 20 lat więzienia!

Najgorsze było jednak to, że trwająca od niemal 40 lat prohibicja nie przyniosła żadnych dobrych rezultatów. Do XX wieku 75–95 proc. papieru produkowano z konopi. Nadają się do tego idealnie: ich włókna są mocne, można je wielokrotnie przetwarzać, wykonany z nich papier nie żółknie. Z jednego hektara konopi można uzyskać od 8 do 20 ton suchego włókna do produkcji papieru i to w ciągu zaledwie 120 dni. To więcej niż w przypadku drewna, na którego pozyskanie potrzeba kilkadziesiąt lat.

Obecnie na świecie produkuje się 370 mln ton papieru tektury rocznie: aby wytworzyć taką ilość, trzeba ściąć prawie sześć miliardów drzew. Produkcja papieru z drewna wymaga też użycia wielu szkodliwych chemikaliów, niepotrzebnych w przypadku konopi. Konopie są naturalnie odporne na szkodniki, nie potrzebują więc pestycydów.

To też jeden z powodów, dla których zostały wyklęte przez przemysł chemiczny. Dla porównania: uprawy bawełny zużywają niemal połowę wszystkich środków ochrony roślin stosowanych na świecie. Olej z konopi może być używany jako ekologiczny napęd do samochodów. Mało kto wie, że Rudolf Diesel pierwotnie zaprojektował swój silnik na takie właśnie paliwo...

Profity dla mafii

Lata propagandy, stawiającej konopie- -marihuanę na równi z opium, kokainą czy syntetycznymi narkotykami w rodzaju amfetaminy, zrobiły jednak swoje.

Jeszcze w roku 1995 utajniony został rozdział raportu Światowej Organizacji Zdrowia, porównujący zdrowotne i psychologiczne skutki używania alkoholu, konopi, nikotyny narkotyków opartych na opium. Z tekstu ujawnionego trzy lata później przez magazyn „New Scientist” wynikało, że najmniej szkodliwa jest marihuana. Nie zmieniło to jednak w niczym amerykańskiej polityki.

Za prezydentury Billa Clintona, który sam przyznał, że palił „trawkę”, za jej posiadanie aresztowano trzy miliony Amerykanów. W Polsce około 30 tys. przestępstw rocznie jest związanych zposiadaniem, uprawa lub sprzedażą marihuany – wynika zdanych Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Z tego powodu 9–10 tys. ludzi rocznie staje przed sądem. Każda taka sprawa kosztuje podatników co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Tymczasem 95 proc. tych przypadków dotyczy bardzo niewielkich ilości konopi. Nawet jeśli za posiadanie jednego grama marihuany sad wyda wyrok w zawieszeniu, skazany musi potem żyć przez lata z piętnem przestępcy.

W 2005 roku 530 amerykańskich ekonomistów – w tym laureaci Nagrody Nobla Milton Friedman i George Akerlof – w liście otwartym do prezydenta George’a Busha zaapelowało o legalizacje konopi. Bezskutecznie. Opór administracji wynikał m.in. zfaktu, ze na walkę z marihuana wydaje się w USA prawie osiem miliardów dolarów rocznie.

Dzięki takim pieniądzom amerykańska agencja antynarkotykowa DEA wyrosła na potęgę, której trudno się sprzeciwić nawet prezydentom USA. Mimo że prowadzona przez nią wojna z narkotykami okazuje się całkowicie bezskuteczna. Dowody?

Po pierwsze: ktoś na tym zarabia. W kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska, gdzie uprawa konopi nie jest karana, wyprodukowanie z 10 roślinek 1,3 kg marihuany to koszt ok. 2 tysięcy dolarów. Przemycona do Kalifornii kosztuje już 8 tysięcy, a do Kentucky – 10,5 tysiąca dolarów. Każda kwota powyżej 2 tysięcy dolarów to zarobek organizacji przestępczych, które zdobywają w ten sposób środki na produkcję i dystrybucję bardziej dochodowych kokainy czy amfetaminy.

Po drugie: zakazy nie działają. Według danych ONZ w latach 1998–2008, kiedy prowadzono na świecie antynarkotykową krucjatę, spożycie heroiny i opium wzrosło o 34,5 proc., a kokainy o 27 proc. Najmniej marihuany – o 8,5 proc. Mimo zakazów aż 42 proc. Amerykanów chociaż raz w życiu spróbowało konopi.

Skutek jest taki jak w czasie alkoholowej prohibicji w USA: miliony obywateli łamie bezsensowne prawo, przestępcy bogacą się, a państwo musi wydawać coraz większe pieniądze na wojnę, której i tak nie wygra.

W 2011 roku amerykańscy naukowcy Mark Anderson i Daniel Rees przeanalizowali konsekwencje liberalizacji dostępu do marihuany w 13 amerykańskich stanach, gdzie można uprawiać konopie na własny użytek na podstawie recepty od lekarza. Przepisy te (chociaż sprzeczne z prawem federalnym) spowodowały kilka pozytywnych zjawisk. O jedną czwartą spadło spożycie alkoholu w grupie ludzi od 20 do 30 lat, co zmniejszyło liczbę śmiertelnych ofiar wypadków samochodowych o 9 procent. W niektórych stanach (np. Vermont) liberalizacja nie spowodowała wzrostu spożycia konopi. W żadnym ze stanów nie stwierdzono wzrostu spożycia marihuany przez nieletnich.

Zamrożone pieniądze

Swoje kalkulacje przeprowadzili także ekonomiści. Inicjator listu do Busha Jeffrey Miron policzył, że legalizacja konopi indyjskich i obłożenie ich podatkiem od dóbr konsumpcyjnych spowodowałoby wzrost dochodów państwa o trzy miliardy dolarów rocznie. Gdyby podatek był taki jak na alkohol i papierosy, kwota ta wzrosłaby do sześciu miliardów dolarów. Dzięki legalizacji konopi sama Kalifornia mogłaby zaoszczędzić na policji i więziennictwie 250 mln dolarów rocznie.

Rachunki te są oparte na realistycznym założeniu, że żadne społeczeństwo nie będzie nigdy wolne od narkotyków. Dlatego np. Portugalia już 10 lat temu przestała więzić swoich obywateli za posiadanie marihuany. Nie jest to legalne, ale nie jest też przestępstwem, lecz wykroczeniem, karanym najczęściej niezbyt wysoką grzywną. W coraz większej liczbie krajów można na własny użytek uprawiać kilka krzaków konopi – w Czechach do pięciu.

„Proponujemy, aby w Polsce były to trzy rośliny lub jeden metr kwadratowy uprawy” – mówi Gajewski. Jednak poseł Michał Kabaciński, który w Ruchu Palikota pilotuje projekt ustawy depenalizacyjnej, nie spodziewa się jej szybkiego uchwalenia. Przyznaje, że konopie są w Polsce tematem politycznym. „Spodziewam się dużego oporu m.in. ze strony polityków, którzy, zanim doszło jeszcze do jakiejkolwiek debaty, już zapowiedzieli, że »nie pozwolą na dostęp do narkotyków«” – mówi Kabaciński. Dlatego, aby rozpocząć racjonalną dyskusję na ten temat, poseł, który jest inicjatorem powstania Parlamentarnego Zespołu ds. Racjonalnej Polityki Przeciwdziałania Narkomanii chce zaprosić do Polski parlamentarzystów z Czech i Portugalii oraz ekspertów z ONZ, którzy brali udział w przygotowaniu podobnych ustaw.

„Niezadowolona będzie też policja” – dodaje Kabaciński. „Dziś, kiedy można zatrzymać obywatela za najmniejszą choćby ilość konopi i innych środków odurzających, to łatwy sposób poprawiania statystyk. Tylko że nikt nie myśli, ile kryje się za tym zniszczonych karier i życiorysów, czasem z powodu jednego skręta. Kiedy ustawa wprowadzi wartości graniczne, nie będzie to już takie łatwe”.

Jednak największy opór, zdaniem posła, mogą stawić firmy farmaceutyczne. „Konopie ipreparaty znich nie szkodzą tak jak środki chemiczne zawarte wlekach. Ludzie, którym lekarze za granica zalecili korzystanie zcannabis, bardzo szybko przekonują się do leczniczych właściwości tej rośliny” – dodaje Kabaciński.

Jak widać, droga do legalizacji konopi indyjskich i całkowitego „uwolnienia” upraw jeszcze daleka. Nie chodzi tu bowiem tylko o zalegalizowanie przyjemności amatorów „trawki”, ale oprawdziwa rewolucje w światowej gospodarce, która oznaczałaby rzucenie rękawicy interesom wielkich koncernów farmaceutycznych, chemicznych ipetrochemicznych. Abez poparcia rządów takich krajów jak Stany Zjednoczone raczej się to nie uda.






























WIEDZA PASTARZE SKUPIENIE